Był kolejny szary dzień. Wracałam do domu brudnym autobusem komunikacji miejskiej. Smutne twarze smutnych ludzi, którzy znów się gdzieś spieszyli. Za oknem przemykały szare domy, puste place zabaw, drzewa bez liści. Zaczęło padać. Pierwsze ciężkie krople uderzyły w szybę autobusu. Spływały po niej zacierając całą rzeczywistość. Niczym ślepi wojownicy, atakowały na oślep. Ludzie dookoła mnie z niechęcią popatrzyli za okna.
W autobusie panowała cisza, przerywana jedynie cichą muzyką z radia kierowcy. Właśnie zaczęła lecieć piosenka „Prócz Ciebie nic”. Świat faktycznie pędził na oślep. Wokół mnie było tylko zniechęcenie i zmęczenie. Wzburzone morze, w którym nie miałam stałego lądu. Już nie. Spojrzałam za okno. Jakaś para szła za rękę. Ich wyspę pośród oceanu. Jedyną ucieczkę od rzeczywistości tak smutnej i szarej. Zwłaszcza w taki dzień. Wiedziałam, że nie mam nic. Zdałam sobie sprawę, że już zawsze będzie się budził koło innej. A ja wciąż, gdy budzę się w środku nocy, rozpaczliwie szukam jego ramienia, na którym miałam się opierać całe życie. Ramienia kogoś, kogo pokochałam, kocham i będę kochać. Szukam jego dłoni, której dotyk dodawał pewności siebie. Szukam uśmiechu, który wypełniał moje życie słonecznym blaskiem. Szukam oczu, które wpatrywały się w moje oczy. Ale nie znajduję. Szybko zdaję sobie sprawę, że tego już nie ma. Że już tego nie odzyskam. Potem wraca świadomość, że się z tym pogodziłam. Wraca wiara, jedyna, jaka mi pozostała. Wraca nadzieja, że jeszcze będę szczęśliwa. Nie wiem, kiedy, gdzie i z kim, ale muszę wierzyć, ze będę, bo inaczej równie dobrze mogłabym umrzeć dziś, co za 60 lat bez wiary. I tak w momencie, gdybym się poddała, moje życie by się skończyło. Przypominam sobie, że mam wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze, niezmiennie mnie podniosą, ilekroć nie upadnę. Wiem, że będą mnie trzymać za rękę, by znów pociągnąć mnie do góry, gdy zacznę spadać. Zbyt wiele się stało. Zbyt łatwo było losowi zagasić coś, co miało być wielkie. Zaczynam rozumieć, że już nie mogłabym z nim być. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Ktoś inny będzie blisko mnie. Ktoś inny będzie mi podawał dłoń, aby mi pomóc. Ktoś inny oprze mnie o swoje ramię, gdy nadejdzie zwątpienie.
Deszcz przestał padać.
Mija czas, a ja ciągle budzę się w środku nocy… Chociaż dziś już wiem, że jest nadzieja. Że nie tylko naiwni wierzą. I być może kiedyś przestanę się budzić i szukać, zanim nie przypomnę sobie, co się stało.
pięknie napisane.. obserwuję!
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie ;)
miss sporty, nawet pisze numer, na zdjęciu ;)
OdpowiedzUsuń