Kiedyś, wcale nie tak dawno, dawno temu, żyła sobie dziewczyna. Nie bardzo uzdolniona, nie wyróżniająca się, nie należąca do kobiet wybitnie pięknych. Taka zwykła, codzienna, lekko szarawa. Miała głęboką osobowość, wielowymiarową. Myśli jej - nieodgadnione. Lubiła stare parkowe aleje. Lubiła jesień, tylko wtedy czuła się sobą.
Z jednej strony ostatnie ciepłe dni, kolor liści na ścieżce, lekki i ciepły wiatr. Z drugiej zbliżająca się zima. Drzewa usypiające przed nadejściem zimna, pierwsze deszcze, pierwsze zimne dni. Nadchodząca nostalgia, wczesne zachody słońca, myśli zamknięte w dłoniach trzymających kubek ciepłej herbaty.
Nie miała nikogo. Może poza kotem, który na co dzień żył we własnym świecie i niewiele go obchodziło, poza prozaiczną pełną miską. Żyła w małym mieszkaniu na przedmieściu wielkiego miasta. Pracowała na posadzie, która nie spełniała jej ambicji. Jej kontakty z ludźmi ograniczały się do kilku zdań wypowiadanych codziennie - w sklepie, autobusie i biurze. Nie była szczęśliwa, jednak nie zobaczyłbyś na jej twarzy smutku. Wydawać by się mogło, że nic nie ma, ale nie płacze nad swym losem.
Być może pogodzona z tym, jak jej życie wygląda, podążała ścieżką, której cel zdawała się znać.
Pewnego ranka wstała i wiedziała, że coś jest inaczej. Jak co dzień, umyła zęby, zjadła śniadanie i założyła elegancki strój. W jej życiu, jak co dzień, panował idealny porządek. Przed wyjściem z domu, spojrzała w lustro. Poprawiła kosmyk włosów, który się nierówno układał. Tak, teraz dobrze. Wszystko jest jak wczoraj, wszystko jest tak, jak będzie jutro. To tylko głupi sen, głupie przeczucie. Przecież ona nie chce, aby cokolwiek się zmieniało. Po co? Skoro dobrze jest tak, jak jest?
Ale czy było dobrze? Jak co dzień wyszła z domu o tej samej godzinie. Jak co dzień wsiadła w ten sam autobus i pokonała tą samą drogę do pracy.
Naprzeciwko niej usiadł starszy człowiek. Lekko zgarbiony, siwy i o lasce. Ubrany w elegancki garnitur, sapał ciężko, jakby nie mógł oddychać. Oczy miał zamknięte.
- Przepraszam. Wszystko z panem w porządku? Dobrze się pan czuje?
Mężczyzna zdumiony spojrzał na nią ciemnobrązowymi oczami, w których taiła się głębia, jakiej jeszcze nie widziała. Uśmiechnął się. Nie odpowiedział.
Zrobiło się jej głupio. Mogła się nie odzywać. Mogła jak co dzień wyglądać za okno, nie zauważając ludzi w autobusie. To głupie, po co zastanawiać się, jakim życiem żyją inni ludzie? Przecież ma swoje, wystarczające. Nie potrzebuje więcej. Odwróciła wzrok.
Po chwili autobus zatrzymał się na przystanku. Usłyszała tylko:
- Przyjdzie wiatr zmian, dziecko.
Spojrzała na miejsce, na którym przed chwilą siedział mężczyzna. Było puste. Leżał na nim jedynie mały, żółty, jesienny liść.
Ludzie tak rzadko widzą.
OdpowiedzUsuń