Nim dotarła do pracy, zdążyła zapomnieć o dziwnym staruszku z autobusu. Miała niezwykłą umiejętność ignorowania zdarzeń i osób, które mogły zaburzyć jej idealnie uporządkowany świat. Powróciła więc szybko do swojej codzienności, postanawiając nie rozpamiętywać zdarzenia z poranka i żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Już koło południa jednak ponownie zaburzono jej rytm dnia. Co dzień o 12:15 wychodziła na lunch do baru na przeciwko jej biura. Co dzień zamawiała sałatkę i wodę niegazowaną. Co dzień siadała przy tym samym stoliku, na tym samym krześle. Tego dnia jednak, wyszła na lunch pół godziny później, ponieważ po drodze zatrzymał ją szef, mający pretensje o nieskończoną pracę. Brakowało mu jakiś dokumentów. Jakby pamiętała, o jakie chodzi. Przecież zajmowała się nimi tydzień wcześniej.
Gdy weszła do baru, stanęła w dłuższej niż zwykle kolejce. Spowodowało to jej głębokie niezadowolenie. Przecież miała wyliczoną każdą minutę na lunch. Teraz nie zdąży zjeść do końca sałatki!
Kiedy doszła do kasy, zauważyła innego niż co dzień sprzedawcę.
- Wspaniale - pomyślała - teraz będę mu miesiąc tłumaczyć, co chcę zamówić.
Miesiąca być może to nie zajęło, aczkolwiek wystarczająco dużo czasu, by poziom jej irytacji sięgnął zenitu. Otrzymawszy swój posiłek, skierowała się w stronę stolika, przy którym co dzień siadała. Był zajęty.
Siedział przy nim młody chłopak. Miał długie ciemne, włosy, opadające na twarz. Poszarpane nogawki jeansów, niechlujnie leżały na podłodze. Skórzana kurtka wisiała na poręczy. Na jego tacce stała butelka coli i hot-dog. Chłopak miał na oko szesnaście, może siedemnaście lat.
- Przepraszam bardzo, ale to mój stolik - zwróciła się do niego tak grzecznie, na ile mogła się zdobyć.
- Nie widzę, żeby był podpisany - odparł chłopak.
Siedział dalej, ani myśląc się ruszyć. Westchnęła głośno. Przecież to niemożliwe, żeby wszystko było przeciwko niej.
- Tak, ale ja tu codziennie siadam. To mój stolik. Zawsze przy nim jadam. - spróbowała jeszcze raz, pokojowym tonem.
- Ale dziś ja przy nim siedzę. Niech pani usiądzie gdzie indziej. - nawet na nią nie spojrzał, zaczytany w jakąś książkę.
Była zła. Straciła już mnóstwo czasu. Była poirytowana. Znów zakłócano jej uporządkowane życie. A tego naprawdę nie znosiła. Być może upór zbyt często wygrywał u niej z rozsądkiem. Nie przywykła jednak, by nie otrzymywać tego, co chciała. A to akurat, czego pragnęła w tym momencie, to zjeść przy swoim stoliku. Swój lunch. Tak, jak co dzień. Bo przecież jest jak co dzień. Nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Prawda?
- Nie mogę usiąść gdzie indziej! To jest mój stolik. Codziennie przy nim jadam i dziś też chcę tu spożyć mój posiłek - powoli zaczynała się robić naprawdę zła.
- W takim razie muszę panią zmartwić - spojrzał jej prosto w oczy - nie dostanie pani tego, czego pani chce.
Położył książkę, którą czytał, na stoliku. "Wiatr zmian" R. H. Gray.
Naprawdę taka książka istnieje?
OdpowiedzUsuń