Siedząc w smutnym, szarym mieście, marzę o wyrwaniu się poza krąg spalin i brudnych ulic. O górach, polach i jeziorach. O szumie wiatru. O szeptach jego nieskończonych. O szlaku poprzez las. O bukach, co prowadzą Cię drogą w nieznane.
Kręta droga życia, której cel czujesz tylko tam. Na górze wysokiej, na której dom stoi.
Wokół lasy, wokół wiatr, wokół cisza.
Las listopadowy, zatopiony w kolorach jesieni. Drozdów śpiew, wiatru świst, spokój nieskończony.
Tam być. Tam żyć. Tam istnieć.
fajnie tu u Ciebie ! :)
OdpowiedzUsuńPrzyjemny klimacik z naturą w tle
OdpowiedzUsuń